Kiedyś gdy i na komputerze stacjonarnym i na laptopie miałem Linuxa, do synchronizacji plików używałem SVN – fetyszyzm:) Później przesiadłem się na DropBox – szkoda że za frajer można synchronizować tylko 2GB danych. Od niedawna zaś korzystam z darmowego Microsoft SyncToy.
Rewelacyjna sprawa – 2 kliknięcia i… już – nic dodać, nic ująć. Piękne w swej prostocie.
Musiałem zassać dziś 7 GB małych pliczków z ftp www.redbooks.ibm.com – materiały do magisterki Pojawił się problem czym to zrobić, żeby było najszybciej, najwygodniej i możliwie bezobsługowo.
Jakoś wget -r nie chciał działać z tym ftp. Pomogła za to instalacja ncftp (domyślnie zainstalowany linuksowy ftp również nie radził sobie z rekursywnym pobieraniem struktury katalogów).
Jak korzystać z ncftp? Ano bez filozofii:
$ ncftp #url#
$ mget -r #katalog#
Jeśli, jak ja, pobierasz dane z serwera na serwer, warto uruchomić proces ściągania w screenie:
$ screen ncftp #url#
Gdy będziemy musieli zamknąć konsolę na której ściągamy pliki – fajrant w pracy wciskamy Ctrl+Shift+A+D, a o poranku dnia kolejnego sprawdzamy czy ncftp ściągnęło nasze pliki poprzez
$ screen -r
PS. Przypomniały mi się czasy kiedy zdalnie na screenie miałem odpalone ekg, żeby na gg być dostępnym 24 godziny na dobę – to były czasy
Świetny gadżet – jutro instaluję go na komputerze w pracy, od dziś zacząłem używać takiego rewolucyjnego ficzera jak wygaszacz ekranu w domu
Po zainstalowaniu, polecam w opcjach, zmienić sobie język na polski – ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu dzisiejsza data została zaprezentowana jako ósmy lutego nie zaś jako sztubackie i błędne “ósmy luty” – od zawsze wytykam ten błąd każdemu, kto śmie go popełnić w mojej obecności. Także strzeż się, wróg czuwa